Wolnoć Tomku w Internecie

20 listopada 2008 | Miron Kłosiński
Ocena 5/5 (1 głos)

Wolnoć Tomku w Internecie Czym jest wolność słowa, odczuwamy, gdy ktoś próbuje ją ograniczać. W przypadku Internetu dzieje się tak w jednym z bliskowschodnich państw, gdzie władze ograniczają użytkownikom dostęp aż do 5 mln stron internetowych! I do Google!

Argumentem uzasadniającym cenzurę jest w tym wypadku twierdzenie, że pewne zachodnie strony deformują religijną tożsamość obywateli oraz lansują obcy kulturowo styl życia.
Filtrowanie dostępnych stron możliwe jest dzięki podporządkowaniu dostawców Internetu.

Czy potrafimy sobie wyobrazić taką sytuację w naszym kraju? Banowanie stron politycznych, erotycznych czy chociażby promujących konsumpcjonizm i amerykanizację stylu życia? Brak Google?!

Faktem jest, że wiele stron nie powinno ujrzeć światła dziennego i ich tropieniem zajmuje się policja. Odgórna ingerencja, przesiewanie dostępnych informacji, zabronienie ludziom wybierania treści – mniej czy bardziej wartościowych – to nie do pomyślenia. A świat bez Google byłby światem internautów błądzących po omacku. Szukając jakiegoś urzędu, trzeba by najpierw znaleźć jego numer, by zapytać o adres strony. By znaleźć numer, trzeba by przedrzeć się przez książkę telefoniczną albo panie z informacji telefonicznej.

A bez Google świat byłby wolniejszy, zastopowany. Nie byłoby e-commerce, licytacji książek i ciuchów, setek firm, które powstały i rozwinęły się dzięki jednemu genialnemu pomysłowi. Nie byłoby, bo bez logicznie ustrukturyzowanej wyszukiwarki nie ma sposobu się we wszystkim połapać.



Poprzednie wpisy:

Dodaj komentarz:

Imię i nazwisko:
E-mail (niepublikowany):
Strona WWW:
Treść:
Kod z obrazka: